Nadia's POV
Uchyliłam powieki, z powodu słonecznych promieni, które przedostały się do zasuniętych przeze mnie rolet w nocy. Dawno tak dobrze nie spałam. Dzisiaj mam wyjątkowo dobry humor, lepiej dla moich znajomych. Muszą je znosić codziennie, sama im współczuję, ale taka już jestem. Nie potrafię być inna, a oni dobrze o tym wiedzą, są świadomi tego że czasem (cholernie często) jestem chamska. No cóż.. Nie potrafię być jak te dziewczyny z mojej klasy. Łatwe, milutkie, różowiutkie i latające w chmurkach. Nie mam pewności czy to dobrze czy źle, ale to że nie jestem łatwa mogę zaliczyć do listy moich zalet. A właśnie, prowadzę takową. Za każdym razem, gdy moja zaleta na coś się przydaje robię przy niej krzyżyk. Dziwne przyzwyczajenie o którym nikt nie wie, aż do teraz - w każdym bądź razie. Chwilę jeszcze leżałam, po czym uznałam że jak tak dalej będę się lenić, spóźnię się do szkoły, a tego nie robię. Nie to, że jestem jakieś 15 minut wcześniej, ale pod salą przed dzwonkiem. Nie spóźniam się i rzadko omijam zajęcia. Uczę się w sumie dobrze, to znaczy - nie uczę się zbytnio, chodzi o moje wyniki w nauce. Mam jedną z najwyższych średni w klasie, ale nie potrzebuję wiele do nauki i zawsze uczę się wieczorami, w sumie nocą, a potem nie śpię. Albo wcale, albo parę godzin. Ubrałam się w czarne rurki, bordowy sweter, który był parę rozmiarów za wielki, a do tego czarne tomsy. Zdecydowanie mogę zaliczyć je do jednych z najwygodniejszych butów świata. Może nie są zbytnio piękne, ani nie w moim stylu, ale po prostu lubię je nosić. Przeczesałam włosy, które były długie i gęste, czego zazdrościły mi dziewczyny z którymi przeważnie spotykałam się na imprezach, albo chociażby kiedy jestem u fryzjera, co robię rzadko. Nie lubię zmieniać swoich włosów. Nałożyłam eyeliner robiąc grubsze kreski, które mają jakąś nazwę, ale zdecydowanie nie to mi w głowie. Pomalowałam jeszcze usta błyszczykiem i zeszłam po schodach na dół. Na kanapie w salonie spał mój tata, najprawdopodobniej będzie spał jeszcze po moim powrocie. Wczoraj schlał się w trzy dupy. Na stole leżą butelki nieznanego mi alkoholu, puste talerze, a na podłodze przewrócona butelka oranżady, która chyba została wylana, bo gdy staję na podłodze, stopy przyklejają się do lepkiej substancji. Wzdycham głęboko i wychodzę z domu, zamykając za sobą drzwi. Droga do szkoły była wyjątkowa krótka, co bardzo mnie cieszy. Weszłam do budynku i od razu zwróciłam na siebie uwagę. Słyszałam szepty o sobie, ale byłam do tego przyzwyczajona. Każdy praktycznie machał mi i uśmiechał się do mnie. Odpowiadałam jedynie pół-uśmiechem i przechodziłam obojętnie. Stanęłam pod klasą od historii i usiadłam oparta o ścianę, nakładając na siebie słuchawki. Siedziałam tak nieruchomo krótką chwilę, wsłuchując się w słowa piosenki "Let You Hair Down", po czym zobaczyłam szczupłe nogi i czarne conversy przede mną, a gdy spojrzałam wyżej zobaczyłam nieziemsko atrakcyjnego chłopaka, który miał rozczochrane włosy, dodające mu uroku ciemne oczy, oraz pełne usta. Był opalony na brązowo i uśmiechnięty od ucha do ucha. Patrzyłam na niego miną typu "wtf", aż wreszcie postanowił się odezwać.
-Będziesz tutaj tak siedzieć, czy ruszysz swoją zgrabną dupę i wejdziesz do klasy, bo wszyscy weszli tylko my nie? - Mrugnął do mnie licząc że na to pójdę.
-Będziesz tutaj tak sterczeć, czy zajmiesz się swoim tyłkiem i zostawisz mnie w spokoju, bo dostaję od Ciebie uwagę podczas gdy robisz to samo? - Posyłam mu swój ładny uśmiech i powoli wstaję.
-Dawid. - Mówi i wyciąga rękę w moją stronę, lekko chichocząc
-Niezainteresowana. - Delikatnie odpycham jego rękę i wchodzę do sali. Zostawiam go przez chwilę oszołomionego, po czym on sam rusza za mną. Wchodzimy do sali a ja zajmuję wolną ławkę. Nagle on staje na środku sali, a ja słyszę głos nauczycielki.
-Moi drodzy, to jest Dawid. Będzie chodził z Wami do klasy, mam nadzieję że ciepło go przyjmiecie. - O nie, na pewno nie. - Chcesz coś powiedzieć, Dawidzie?
-Nie, dziękuję Pani profesor. - Uśmiecha się całkiem ładnie, dobra uśmiecha się cudownie i rusza w stronę wolnej ławki. Łapie wszystkie dziewczyny na spojrzeniach w jego stronę, łącznie ze mną. Jednak to do mnie mruga, na co cała uwaga skupia się... na mnie. Dziewczyny patrzą z zazdrością, a ja w sumie z rozbawieniem, wiem jaki to typ chłopaka - zdecydowanie nie mój. Nie mam swojego typu. Starą panną z kotami nie zostanę, ale na pewno nie zwiążę się z kimś takim jak on. Właściwie czemu poruszam ten temat? Nie wiem. Przechodzi obok mnie, ale widząc wolne miejsce jednak się zatrzymuje.
-Mogę.. - I tu mu przerywam, wiedząc do czego dąży.
-Nie. - Odpowiadam krótko i wzrok wlepiam w tablicę, na której nauczycielka coś zapisuje. On tylko przewraca oczami i nadal się uśmiecha. Nachyla się do mnie i szepcze do ucha.
-Daruj sobie to bycie niedostępną, oboje wiemy jak wyglądam, swoją drogą.. Też jesteś gorąca. - Mówi głęboko i odchodzi pozostawiając mnie samą. Nie, nie byłam zszokowana, w sumie zniesmaczona. Lekcja mija szybko, a ja już wiem co robić. Gdy dzwoni dzwonek, udaję się za Dawidem, a gdy on staje przy ścianie podchodzę do niego i nachylam się do jego ucha.
-Nikt tu nie uważa że jesteś gorący, oprócz samego Ciebie. Ale dzięki za komplement, skarbie. - Szepczę i odchodzę, a on tylko kręci głową w rozbawieniu. Nie wiem jaki to ma mieć sens, ale okej. Dostanie tą grę, na którą oczekuje. Tylko, że mnie nie dostanie. W tym problem, i to problemem będzie jeszcze długo i przysięgam, będzie trudno.
***
Po skończonych zajęciach, uznaliśmy z naszą paczką, że udamy się na imprezę. W końcu jest piątek, początek weekendu, a to wyjdzie nam na dobre. Dawno nigdzie razem nie byliśmy, bo ostatnimi czasy w ogóle nie spędzamy razem czasu. Uznałam z Natalią i Angeliką że przed imprezą udamy się na zakupy, w poszukiwaniu nowych modowych zdobyczy, na ten wieczór. Mi by się to szczególnie przydało. Nie noszę sukienek, ale myślę że to kręci wszystkich chłopaków, bo najczęściej w domach, klubach czy w innym miejscach jestem jedyną dziewczyną w spodniach. Nigdy nie ubiorę sukienki, ani spódniczki. Z tego jestem znana. i z wielu innych rzeczy, ale to zostaje wielką niewiadomą. Droga ze szkoły zajęła mi równie krótko, jak i do niej. Weszłam do domu, a w progu zostałam mile przywitana.
-Gdzie byłaś? - Powiedział mój ojciec, który nadal był pijany. Czuć było od niego potem, alkoholem... I sama nie wiem czym jeszcze. - Czekam na odpowiedź.
-Może w szkole? - Uśmiechnęłam się sztucznie, bo to chyba trochę dziwne pytać się mnie gdzie byłam do południa, w dzień roboczy w dodatku.
-Nie bądź dla mnie sarkastyczna, jestem Twoim ojcem, smarkulo. - Odpowiedział z podniesionym głosem, wpatrując się we mnie. - Gdzie mój obiad?
-Skąd mam wiedzieć? Mógłbyś sobie sam zrobić, nie jestem Twoją służącą. - Powiedziałam spokojnym głosem, podczas gdy w nim aż się buzowało, nie wiem od czego, ale myślę że większość osób ma tak od alkoholu. Ja w każdym bądź razie nie, bo nie piję. Całe szczęście. Nie czekając na odpowiedź wyminęłam go i ruszyłam do swojego pokoju. Rzuciłam plecak w kąt i rzucając się na łóżko z telefonem, usiadłam po turecku. Puściłam szybkiego sms'a do Natalii i Angeliki informując, że jetem już w domu i że mogą po mnie przyjść, na co odpisały obie krótkim potwierdzeniem, że będą za pół godziny. Wszystkie trzy mamy prawo jazdy, ale stosujemy surową zasadę, że zawsze idziemy z buta, lub też przybywamy autobusem. Najczęściej to pierwsze, podróż miejska nie podchodzi żadnej z nas. Tak już jest, mamy dziwne przyzwyczajenia, których jest sporo. Czekając na nie postanowiłam, że wykreślę listę zalet które dzisiaj mi się przydały. Otworzyłam ją i zaczęłam zaznaczać.
1.Cięty język
2.Niezły wygląd
3.Uśmiech
Gdy skończyłam zaznaczać usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości, który oznaczał najprawdopodobniej to, że dziewczyny już są i mam zejść na dół. Spojrzałam na wyświetlacz mojego telefonu, co tylko potwierdziło moje oczekiwania. Zabrałam torebkę do której wpakowałam telefon oraz portfel, po czym zeszłam na dół i nie informując ojca wyszłam z domu. Pomachałam dziewczynom, na co one mi odmachały i ruszyłyśmy w stronę sklepów. Droga zajęła nam sporo czasu, a my rozmawiałyśmy na różne tematy. W końcu Angelika zaczęła mówić o Dawidzie.
-Słyszałyście o tym nowym, ma chyba na imię Dawid, znacie go? - Zapytała, chyba jej się spodobał bo była nieźle podekscytowana.
-Mam z nim matmę, siedzę niedaleko niego więc mam świetny widok. Boże on jest serio nieziemsko pociągający. A Ty co myślisz, Nadia? - Zapytała mnie uśmiechając się zawadiacko. - Myślę że pasowalibyście do siebie. - Mrugnęła wesoło i uśmiechnęła się.
-Chodzimy razem na historię, dwa razy mnie zaczepił, coś tam powiedział że jestem gorąca i myślał, że uważam tak samo o nim. Ale jakoś nie zainteresowała mnie jego osoba zbytnio. Często się na mnie patrzył, ale nic poza tym. Wiem jaki to typ, a taki mnie nie interesuje. - Odpowiedziałam, na co Natalia pokręciła przecząco głową z totalnym rozbawieniem. - No co? - Zapytałam.
-Myślę że przeczysz sama sobie. - Powiedziała. Nie odpowiedziałam, niech sobie myśli co tylko chce. Przekroczyłyśmy próg centrum handlowego, po czym od razu rzuciłyśmy się na sklepy. Latałyśmy po nich jak nienormalne, ciesząc się z każdej nabytej rzeczy. Dziewczyny kupiły jeszcze alkohol, bez którego - w przeciwieństwie do mnie nie mogły się obejść. Po skończonych zakupach wszystkie udałyśmy się do Angeliki aby przygotować się na imprezę. Ja siedziałam sobie na telefonie, a one dwie godziny przed wyjściem zaczęły się szykować. Mi wystarczy 10 minut. Więc nie ma sensu. Przeglądałam wszelakie strony. Facebook, instagram, twitter, po prostu z nudów. Nim się obejrzałam minęło półtorej godziny, uznałam że zacznę się szykować. Dziewczyny prosiły mnie o radę czy dobrze wyglądają.
-Natalia zamiast tej złotej sukienki, ubierz tą czerwoną. Ładniej podkreśla Twoje usta. A Ty Angelika.. Zamiast białej spódniczki, ubierz czarną. - Dałam im poradę i uśmiechnęłam się wesoło.
-Boże Ty jesteś dziewczyno cudowna, a tak w ogóle.. Dlaczego właściwie nie nosisz spódniczek i sukienek? - Zapytała się mnie Natalia.
-Po prostu nie noszę i koniec, nie ważne. - Odpowiedziałam i ubrałam czarna koszulę na ramiączkach która delikatnie prześwitywała, jeansy i białe conversy. Wspominałam już że kocham te buty? Włosy wyprostowałam, a moje oczy podkreśliłam tuszem do rzęs. Uważałam że wyglądałam przyzwoicie.
-Jezu, dziewczyno! Czemu Ty zawsze tak wyglądasz, nawet jak się nie przykładasz? - Zaśmiała się Angelika, na co jej zawtórowałam.
-Taki urok. - Uśmiechnęłam się. nagle usłyszałyśmy dzwonek do drzwi, co oznaczało przybyłych po nas chłopaków. Zeszłyśmy na dół i otworzyłyśmy im drzwi. Oni obczaili nas po kolei i uśmiechnęli się porozumiewawczo. Nagle z nich wyłonił się Dawid. Ja spojrzałam na niego jak na nikogo, ale w głębi duszy byłam cholernie zdziwiona. Uśmiechnął się do mnie. Chyba jeszcze nie mówiłam, że przez jego uśmiech miękną mi kolana, prawda? Dostałam kuksańca w bok od Natalii, na co tylko się odsunęłam o krok.
-Znacie Dawida? - Zapytał Sebastian.
-Ta, niestety. - Uśmiechnęłam się tak pięknie jak tylko potrafiłam i spojrzałam na Dawida wzrokiem "jestem dziewczynką, nic mi nie zrobisz" a on pokręcił tylko głową.
-Nie bądź niemiła, Nadia. To nasz kumpel, przeprowadził się tutaj, a od teraz należy do naszej paczki. - Powiedział Daniel. Że co?!
-Myślę, że każdy powinien się zgodzić, zanim ktoś do niej dołączy. - Powiedziałam spokojnie.
-Nie chcę być chamska Nadia, ale wszyscy się zgadzamy oprócz Ciebie. - Powiedziała Angelika.
-Dobra, nieważne. Idziemy, czy nie? - Zapytałam, a wszyscy przytaknęli głowami. Szliśmy w ciszy. Dobra, ja szłam, oni przede mną się wygłupiali. Niedaleko mnie szedł równie spokojny Dawid. W końcu postanowił się odezwać.
-Czemu mnie nie lubisz? - Zapytał, patrząc przed siebie.
-Kto powiedział, że muszę Cię lubić? Mało kogo lubię. - Odpowiedziałam.
-Nie pozwalasz do siebie dotrzeć, jesteś okryta niewidzialną barierą i myślisz że nikt tego nie widzi.- Powiedział spokojnie, jakby mówił o małych niemowlętach.
-Nie, myślę że to się nazywa przestrzeń osobista. - Uśmiechnęłam się. Nie odpowiedział, tylko patrzył głęboko w przestrzeń jakby nad czymś rozmyślał. W końcu powiedział.
-Czemu nie masz na sobie spódniczki albo sukienki, jak dziewczyny przed nami? - Zadał pytanie i uśmiechnął się, pewnie wyobrażał mnie sobie w takim wydaniu.
-Nie noszę ich. - Odpowiedziałam krótko i zwięźle.
-Bo?
-To nie Twoja sprawa, nie chcę i koniec.
-Przestań być taka wredna, nic Ci nie zrobiłem. - Powiedział z wyrzutem.
-Nie jestem wcale wredna. Po prostu Cię nie lubię i nie mam zamiaru być miła. - Powiedziałam co go chyba ruszyło, bo przez dłuższą chwilę nic nie mówił. Ciągnęłam dalej. - Nie ma w Tobie nic nadzwyczajnego, jesteś zwykły, a uważasz się za nie wiadomo jaką osobę. - Skłamałam teraz, nieważne.
-Naprawdę tak myślisz? - Powiedział, wpół smutny, wpół zamyślony. Nie wiem.
-Tak. - Odpowiedziałam prosto.
-Okej, trzymaj sobie tą barierę, ale załóżmy się o coś.
-O co? Jaki zakład? Co Ty kombinujesz? - Zadałam masę pytań nic nie rozumiejąc.
-Będę trzymał się od Ciebie z daleka, ale jednak będę blisko. To doprowadzi Cię do szału. Przegrywa ten, kto pierwszy przełamie barierę. - Mówi. - Zgoda?
-Tak, ale o co się zakładamy?
-Jeżeli ja wygram.... Przychodzisz do szkoły w spódniczce.
-Jeśli ja, to powiesz każdemu w szkole, że jesteś gejem. - Mówię tak spokojnie jak tylko się da.
-Okej, w porządku. No to, zakład? - Mówi i podaje mi rękę. Ściskam ją i odpowiadam.
-Zakład. Wrzosek, przetnij! - Krzyczę, on się odwraca, podchodzi i przecina. A my się wesoło do siebie uśmiechamy. No to się zaczyna..
***
No więc mamy za sobą pierwszy rozdział! Trochę nudny, ale przysięgam że następne będą ciekawsze!! Zostawcie po sobie ślad, abym wiedziała że ktoś to czyta. Do następnego razu! :)