poniedziałek, 29 grudnia 2014
001. Bet?
Nadia's POV
Uchyliłam powieki, z powodu słonecznych promieni, które przedostały się do zasuniętych przeze mnie rolet w nocy. Dawno tak dobrze nie spałam. Dzisiaj mam wyjątkowo dobry humor, lepiej dla moich znajomych. Muszą je znosić codziennie, sama im współczuję, ale taka już jestem. Nie potrafię być inna, a oni dobrze o tym wiedzą, są świadomi tego że czasem (cholernie często) jestem chamska. No cóż.. Nie potrafię być jak te dziewczyny z mojej klasy. Łatwe, milutkie, różowiutkie i latające w chmurkach. Nie mam pewności czy to dobrze czy źle, ale to że nie jestem łatwa mogę zaliczyć do listy moich zalet. A właśnie, prowadzę takową. Za każdym razem, gdy moja zaleta na coś się przydaje robię przy niej krzyżyk. Dziwne przyzwyczajenie o którym nikt nie wie, aż do teraz - w każdym bądź razie. Chwilę jeszcze leżałam, po czym uznałam że jak tak dalej będę się lenić, spóźnię się do szkoły, a tego nie robię. Nie to, że jestem jakieś 15 minut wcześniej, ale pod salą przed dzwonkiem. Nie spóźniam się i rzadko omijam zajęcia. Uczę się w sumie dobrze, to znaczy - nie uczę się zbytnio, chodzi o moje wyniki w nauce. Mam jedną z najwyższych średni w klasie, ale nie potrzebuję wiele do nauki i zawsze uczę się wieczorami, w sumie nocą, a potem nie śpię. Albo wcale, albo parę godzin. Ubrałam się w czarne rurki, bordowy sweter, który był parę rozmiarów za wielki, a do tego czarne tomsy. Zdecydowanie mogę zaliczyć je do jednych z najwygodniejszych butów świata. Może nie są zbytnio piękne, ani nie w moim stylu, ale po prostu lubię je nosić. Przeczesałam włosy, które były długie i gęste, czego zazdrościły mi dziewczyny z którymi przeważnie spotykałam się na imprezach, albo chociażby kiedy jestem u fryzjera, co robię rzadko. Nie lubię zmieniać swoich włosów. Nałożyłam eyeliner robiąc grubsze kreski, które mają jakąś nazwę, ale zdecydowanie nie to mi w głowie. Pomalowałam jeszcze usta błyszczykiem i zeszłam po schodach na dół. Na kanapie w salonie spał mój tata, najprawdopodobniej będzie spał jeszcze po moim powrocie. Wczoraj schlał się w trzy dupy. Na stole leżą butelki nieznanego mi alkoholu, puste talerze, a na podłodze przewrócona butelka oranżady, która chyba została wylana, bo gdy staję na podłodze, stopy przyklejają się do lepkiej substancji. Wzdycham głęboko i wychodzę z domu, zamykając za sobą drzwi. Droga do szkoły była wyjątkowa krótka, co bardzo mnie cieszy. Weszłam do budynku i od razu zwróciłam na siebie uwagę. Słyszałam szepty o sobie, ale byłam do tego przyzwyczajona. Każdy praktycznie machał mi i uśmiechał się do mnie. Odpowiadałam jedynie pół-uśmiechem i przechodziłam obojętnie. Stanęłam pod klasą od historii i usiadłam oparta o ścianę, nakładając na siebie słuchawki. Siedziałam tak nieruchomo krótką chwilę, wsłuchując się w słowa piosenki "Let You Hair Down", po czym zobaczyłam szczupłe nogi i czarne conversy przede mną, a gdy spojrzałam wyżej zobaczyłam nieziemsko atrakcyjnego chłopaka, który miał rozczochrane włosy, dodające mu uroku ciemne oczy, oraz pełne usta. Był opalony na brązowo i uśmiechnięty od ucha do ucha. Patrzyłam na niego miną typu "wtf", aż wreszcie postanowił się odezwać.
-Będziesz tutaj tak siedzieć, czy ruszysz swoją zgrabną dupę i wejdziesz do klasy, bo wszyscy weszli tylko my nie? - Mrugnął do mnie licząc że na to pójdę.
-Będziesz tutaj tak sterczeć, czy zajmiesz się swoim tyłkiem i zostawisz mnie w spokoju, bo dostaję od Ciebie uwagę podczas gdy robisz to samo? - Posyłam mu swój ładny uśmiech i powoli wstaję.
-Dawid. - Mówi i wyciąga rękę w moją stronę, lekko chichocząc
-Niezainteresowana. - Delikatnie odpycham jego rękę i wchodzę do sali. Zostawiam go przez chwilę oszołomionego, po czym on sam rusza za mną. Wchodzimy do sali a ja zajmuję wolną ławkę. Nagle on staje na środku sali, a ja słyszę głos nauczycielki.
-Moi drodzy, to jest Dawid. Będzie chodził z Wami do klasy, mam nadzieję że ciepło go przyjmiecie. - O nie, na pewno nie. - Chcesz coś powiedzieć, Dawidzie?
-Nie, dziękuję Pani profesor. - Uśmiecha się całkiem ładnie, dobra uśmiecha się cudownie i rusza w stronę wolnej ławki. Łapie wszystkie dziewczyny na spojrzeniach w jego stronę, łącznie ze mną. Jednak to do mnie mruga, na co cała uwaga skupia się... na mnie. Dziewczyny patrzą z zazdrością, a ja w sumie z rozbawieniem, wiem jaki to typ chłopaka - zdecydowanie nie mój. Nie mam swojego typu. Starą panną z kotami nie zostanę, ale na pewno nie zwiążę się z kimś takim jak on. Właściwie czemu poruszam ten temat? Nie wiem. Przechodzi obok mnie, ale widząc wolne miejsce jednak się zatrzymuje.
-Mogę.. - I tu mu przerywam, wiedząc do czego dąży.
-Nie. - Odpowiadam krótko i wzrok wlepiam w tablicę, na której nauczycielka coś zapisuje. On tylko przewraca oczami i nadal się uśmiecha. Nachyla się do mnie i szepcze do ucha.
-Daruj sobie to bycie niedostępną, oboje wiemy jak wyglądam, swoją drogą.. Też jesteś gorąca. - Mówi głęboko i odchodzi pozostawiając mnie samą. Nie, nie byłam zszokowana, w sumie zniesmaczona. Lekcja mija szybko, a ja już wiem co robić. Gdy dzwoni dzwonek, udaję się za Dawidem, a gdy on staje przy ścianie podchodzę do niego i nachylam się do jego ucha.
-Nikt tu nie uważa że jesteś gorący, oprócz samego Ciebie. Ale dzięki za komplement, skarbie. - Szepczę i odchodzę, a on tylko kręci głową w rozbawieniu. Nie wiem jaki to ma mieć sens, ale okej. Dostanie tą grę, na którą oczekuje. Tylko, że mnie nie dostanie. W tym problem, i to problemem będzie jeszcze długo i przysięgam, będzie trudno.
***
Po skończonych zajęciach, uznaliśmy z naszą paczką, że udamy się na imprezę. W końcu jest piątek, początek weekendu, a to wyjdzie nam na dobre. Dawno nigdzie razem nie byliśmy, bo ostatnimi czasy w ogóle nie spędzamy razem czasu. Uznałam z Natalią i Angeliką że przed imprezą udamy się na zakupy, w poszukiwaniu nowych modowych zdobyczy, na ten wieczór. Mi by się to szczególnie przydało. Nie noszę sukienek, ale myślę że to kręci wszystkich chłopaków, bo najczęściej w domach, klubach czy w innym miejscach jestem jedyną dziewczyną w spodniach. Nigdy nie ubiorę sukienki, ani spódniczki. Z tego jestem znana. i z wielu innych rzeczy, ale to zostaje wielką niewiadomą. Droga ze szkoły zajęła mi równie krótko, jak i do niej. Weszłam do domu, a w progu zostałam mile przywitana.
-Gdzie byłaś? - Powiedział mój ojciec, który nadal był pijany. Czuć było od niego potem, alkoholem... I sama nie wiem czym jeszcze. - Czekam na odpowiedź.
-Może w szkole? - Uśmiechnęłam się sztucznie, bo to chyba trochę dziwne pytać się mnie gdzie byłam do południa, w dzień roboczy w dodatku.
-Nie bądź dla mnie sarkastyczna, jestem Twoim ojcem, smarkulo. - Odpowiedział z podniesionym głosem, wpatrując się we mnie. - Gdzie mój obiad?
-Skąd mam wiedzieć? Mógłbyś sobie sam zrobić, nie jestem Twoją służącą. - Powiedziałam spokojnym głosem, podczas gdy w nim aż się buzowało, nie wiem od czego, ale myślę że większość osób ma tak od alkoholu. Ja w każdym bądź razie nie, bo nie piję. Całe szczęście. Nie czekając na odpowiedź wyminęłam go i ruszyłam do swojego pokoju. Rzuciłam plecak w kąt i rzucając się na łóżko z telefonem, usiadłam po turecku. Puściłam szybkiego sms'a do Natalii i Angeliki informując, że jetem już w domu i że mogą po mnie przyjść, na co odpisały obie krótkim potwierdzeniem, że będą za pół godziny. Wszystkie trzy mamy prawo jazdy, ale stosujemy surową zasadę, że zawsze idziemy z buta, lub też przybywamy autobusem. Najczęściej to pierwsze, podróż miejska nie podchodzi żadnej z nas. Tak już jest, mamy dziwne przyzwyczajenia, których jest sporo. Czekając na nie postanowiłam, że wykreślę listę zalet które dzisiaj mi się przydały. Otworzyłam ją i zaczęłam zaznaczać.
1.Cięty język
2.Niezły wygląd
3.Uśmiech
Gdy skończyłam zaznaczać usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości, który oznaczał najprawdopodobniej to, że dziewczyny już są i mam zejść na dół. Spojrzałam na wyświetlacz mojego telefonu, co tylko potwierdziło moje oczekiwania. Zabrałam torebkę do której wpakowałam telefon oraz portfel, po czym zeszłam na dół i nie informując ojca wyszłam z domu. Pomachałam dziewczynom, na co one mi odmachały i ruszyłyśmy w stronę sklepów. Droga zajęła nam sporo czasu, a my rozmawiałyśmy na różne tematy. W końcu Angelika zaczęła mówić o Dawidzie.
-Słyszałyście o tym nowym, ma chyba na imię Dawid, znacie go? - Zapytała, chyba jej się spodobał bo była nieźle podekscytowana.
-Mam z nim matmę, siedzę niedaleko niego więc mam świetny widok. Boże on jest serio nieziemsko pociągający. A Ty co myślisz, Nadia? - Zapytała mnie uśmiechając się zawadiacko. - Myślę że pasowalibyście do siebie. - Mrugnęła wesoło i uśmiechnęła się.
-Chodzimy razem na historię, dwa razy mnie zaczepił, coś tam powiedział że jestem gorąca i myślał, że uważam tak samo o nim. Ale jakoś nie zainteresowała mnie jego osoba zbytnio. Często się na mnie patrzył, ale nic poza tym. Wiem jaki to typ, a taki mnie nie interesuje. - Odpowiedziałam, na co Natalia pokręciła przecząco głową z totalnym rozbawieniem. - No co? - Zapytałam.
-Myślę że przeczysz sama sobie. - Powiedziała. Nie odpowiedziałam, niech sobie myśli co tylko chce. Przekroczyłyśmy próg centrum handlowego, po czym od razu rzuciłyśmy się na sklepy. Latałyśmy po nich jak nienormalne, ciesząc się z każdej nabytej rzeczy. Dziewczyny kupiły jeszcze alkohol, bez którego - w przeciwieństwie do mnie nie mogły się obejść. Po skończonych zakupach wszystkie udałyśmy się do Angeliki aby przygotować się na imprezę. Ja siedziałam sobie na telefonie, a one dwie godziny przed wyjściem zaczęły się szykować. Mi wystarczy 10 minut. Więc nie ma sensu. Przeglądałam wszelakie strony. Facebook, instagram, twitter, po prostu z nudów. Nim się obejrzałam minęło półtorej godziny, uznałam że zacznę się szykować. Dziewczyny prosiły mnie o radę czy dobrze wyglądają.
-Natalia zamiast tej złotej sukienki, ubierz tą czerwoną. Ładniej podkreśla Twoje usta. A Ty Angelika.. Zamiast białej spódniczki, ubierz czarną. - Dałam im poradę i uśmiechnęłam się wesoło.
-Boże Ty jesteś dziewczyno cudowna, a tak w ogóle.. Dlaczego właściwie nie nosisz spódniczek i sukienek? - Zapytała się mnie Natalia.
-Po prostu nie noszę i koniec, nie ważne. - Odpowiedziałam i ubrałam czarna koszulę na ramiączkach która delikatnie prześwitywała, jeansy i białe conversy. Wspominałam już że kocham te buty? Włosy wyprostowałam, a moje oczy podkreśliłam tuszem do rzęs. Uważałam że wyglądałam przyzwoicie.
-Jezu, dziewczyno! Czemu Ty zawsze tak wyglądasz, nawet jak się nie przykładasz? - Zaśmiała się Angelika, na co jej zawtórowałam.
-Taki urok. - Uśmiechnęłam się. nagle usłyszałyśmy dzwonek do drzwi, co oznaczało przybyłych po nas chłopaków. Zeszłyśmy na dół i otworzyłyśmy im drzwi. Oni obczaili nas po kolei i uśmiechnęli się porozumiewawczo. Nagle z nich wyłonił się Dawid. Ja spojrzałam na niego jak na nikogo, ale w głębi duszy byłam cholernie zdziwiona. Uśmiechnął się do mnie. Chyba jeszcze nie mówiłam, że przez jego uśmiech miękną mi kolana, prawda? Dostałam kuksańca w bok od Natalii, na co tylko się odsunęłam o krok.
-Znacie Dawida? - Zapytał Sebastian.
-Ta, niestety. - Uśmiechnęłam się tak pięknie jak tylko potrafiłam i spojrzałam na Dawida wzrokiem "jestem dziewczynką, nic mi nie zrobisz" a on pokręcił tylko głową.
-Nie bądź niemiła, Nadia. To nasz kumpel, przeprowadził się tutaj, a od teraz należy do naszej paczki. - Powiedział Daniel. Że co?!
-Myślę, że każdy powinien się zgodzić, zanim ktoś do niej dołączy. - Powiedziałam spokojnie.
-Nie chcę być chamska Nadia, ale wszyscy się zgadzamy oprócz Ciebie. - Powiedziała Angelika.
-Dobra, nieważne. Idziemy, czy nie? - Zapytałam, a wszyscy przytaknęli głowami. Szliśmy w ciszy. Dobra, ja szłam, oni przede mną się wygłupiali. Niedaleko mnie szedł równie spokojny Dawid. W końcu postanowił się odezwać.
-Czemu mnie nie lubisz? - Zapytał, patrząc przed siebie.
-Kto powiedział, że muszę Cię lubić? Mało kogo lubię. - Odpowiedziałam.
-Nie pozwalasz do siebie dotrzeć, jesteś okryta niewidzialną barierą i myślisz że nikt tego nie widzi.- Powiedział spokojnie, jakby mówił o małych niemowlętach.
-Nie, myślę że to się nazywa przestrzeń osobista. - Uśmiechnęłam się. Nie odpowiedział, tylko patrzył głęboko w przestrzeń jakby nad czymś rozmyślał. W końcu powiedział.
-Czemu nie masz na sobie spódniczki albo sukienki, jak dziewczyny przed nami? - Zadał pytanie i uśmiechnął się, pewnie wyobrażał mnie sobie w takim wydaniu.
-Nie noszę ich. - Odpowiedziałam krótko i zwięźle.
-Bo?
-To nie Twoja sprawa, nie chcę i koniec.
-Przestań być taka wredna, nic Ci nie zrobiłem. - Powiedział z wyrzutem.
-Nie jestem wcale wredna. Po prostu Cię nie lubię i nie mam zamiaru być miła. - Powiedziałam co go chyba ruszyło, bo przez dłuższą chwilę nic nie mówił. Ciągnęłam dalej. - Nie ma w Tobie nic nadzwyczajnego, jesteś zwykły, a uważasz się za nie wiadomo jaką osobę. - Skłamałam teraz, nieważne.
-Naprawdę tak myślisz? - Powiedział, wpół smutny, wpół zamyślony. Nie wiem.
-Tak. - Odpowiedziałam prosto.
-Okej, trzymaj sobie tą barierę, ale załóżmy się o coś.
-O co? Jaki zakład? Co Ty kombinujesz? - Zadałam masę pytań nic nie rozumiejąc.
-Będę trzymał się od Ciebie z daleka, ale jednak będę blisko. To doprowadzi Cię do szału. Przegrywa ten, kto pierwszy przełamie barierę. - Mówi. - Zgoda?
-Tak, ale o co się zakładamy?
-Jeżeli ja wygram.... Przychodzisz do szkoły w spódniczce.
-Jeśli ja, to powiesz każdemu w szkole, że jesteś gejem. - Mówię tak spokojnie jak tylko się da.
-Okej, w porządku. No to, zakład? - Mówi i podaje mi rękę. Ściskam ją i odpowiadam.
-Zakład. Wrzosek, przetnij! - Krzyczę, on się odwraca, podchodzi i przecina. A my się wesoło do siebie uśmiechamy. No to się zaczyna..
Uchyliłam powieki, z powodu słonecznych promieni, które przedostały się do zasuniętych przeze mnie rolet w nocy. Dawno tak dobrze nie spałam. Dzisiaj mam wyjątkowo dobry humor, lepiej dla moich znajomych. Muszą je znosić codziennie, sama im współczuję, ale taka już jestem. Nie potrafię być inna, a oni dobrze o tym wiedzą, są świadomi tego że czasem (cholernie często) jestem chamska. No cóż.. Nie potrafię być jak te dziewczyny z mojej klasy. Łatwe, milutkie, różowiutkie i latające w chmurkach. Nie mam pewności czy to dobrze czy źle, ale to że nie jestem łatwa mogę zaliczyć do listy moich zalet. A właśnie, prowadzę takową. Za każdym razem, gdy moja zaleta na coś się przydaje robię przy niej krzyżyk. Dziwne przyzwyczajenie o którym nikt nie wie, aż do teraz - w każdym bądź razie. Chwilę jeszcze leżałam, po czym uznałam że jak tak dalej będę się lenić, spóźnię się do szkoły, a tego nie robię. Nie to, że jestem jakieś 15 minut wcześniej, ale pod salą przed dzwonkiem. Nie spóźniam się i rzadko omijam zajęcia. Uczę się w sumie dobrze, to znaczy - nie uczę się zbytnio, chodzi o moje wyniki w nauce. Mam jedną z najwyższych średni w klasie, ale nie potrzebuję wiele do nauki i zawsze uczę się wieczorami, w sumie nocą, a potem nie śpię. Albo wcale, albo parę godzin. Ubrałam się w czarne rurki, bordowy sweter, który był parę rozmiarów za wielki, a do tego czarne tomsy. Zdecydowanie mogę zaliczyć je do jednych z najwygodniejszych butów świata. Może nie są zbytnio piękne, ani nie w moim stylu, ale po prostu lubię je nosić. Przeczesałam włosy, które były długie i gęste, czego zazdrościły mi dziewczyny z którymi przeważnie spotykałam się na imprezach, albo chociażby kiedy jestem u fryzjera, co robię rzadko. Nie lubię zmieniać swoich włosów. Nałożyłam eyeliner robiąc grubsze kreski, które mają jakąś nazwę, ale zdecydowanie nie to mi w głowie. Pomalowałam jeszcze usta błyszczykiem i zeszłam po schodach na dół. Na kanapie w salonie spał mój tata, najprawdopodobniej będzie spał jeszcze po moim powrocie. Wczoraj schlał się w trzy dupy. Na stole leżą butelki nieznanego mi alkoholu, puste talerze, a na podłodze przewrócona butelka oranżady, która chyba została wylana, bo gdy staję na podłodze, stopy przyklejają się do lepkiej substancji. Wzdycham głęboko i wychodzę z domu, zamykając za sobą drzwi. Droga do szkoły była wyjątkowa krótka, co bardzo mnie cieszy. Weszłam do budynku i od razu zwróciłam na siebie uwagę. Słyszałam szepty o sobie, ale byłam do tego przyzwyczajona. Każdy praktycznie machał mi i uśmiechał się do mnie. Odpowiadałam jedynie pół-uśmiechem i przechodziłam obojętnie. Stanęłam pod klasą od historii i usiadłam oparta o ścianę, nakładając na siebie słuchawki. Siedziałam tak nieruchomo krótką chwilę, wsłuchując się w słowa piosenki "Let You Hair Down", po czym zobaczyłam szczupłe nogi i czarne conversy przede mną, a gdy spojrzałam wyżej zobaczyłam nieziemsko atrakcyjnego chłopaka, który miał rozczochrane włosy, dodające mu uroku ciemne oczy, oraz pełne usta. Był opalony na brązowo i uśmiechnięty od ucha do ucha. Patrzyłam na niego miną typu "wtf", aż wreszcie postanowił się odezwać.
-Będziesz tutaj tak siedzieć, czy ruszysz swoją zgrabną dupę i wejdziesz do klasy, bo wszyscy weszli tylko my nie? - Mrugnął do mnie licząc że na to pójdę.
-Będziesz tutaj tak sterczeć, czy zajmiesz się swoim tyłkiem i zostawisz mnie w spokoju, bo dostaję od Ciebie uwagę podczas gdy robisz to samo? - Posyłam mu swój ładny uśmiech i powoli wstaję.
-Dawid. - Mówi i wyciąga rękę w moją stronę, lekko chichocząc
-Niezainteresowana. - Delikatnie odpycham jego rękę i wchodzę do sali. Zostawiam go przez chwilę oszołomionego, po czym on sam rusza za mną. Wchodzimy do sali a ja zajmuję wolną ławkę. Nagle on staje na środku sali, a ja słyszę głos nauczycielki.
-Moi drodzy, to jest Dawid. Będzie chodził z Wami do klasy, mam nadzieję że ciepło go przyjmiecie. - O nie, na pewno nie. - Chcesz coś powiedzieć, Dawidzie?
-Nie, dziękuję Pani profesor. - Uśmiecha się całkiem ładnie, dobra uśmiecha się cudownie i rusza w stronę wolnej ławki. Łapie wszystkie dziewczyny na spojrzeniach w jego stronę, łącznie ze mną. Jednak to do mnie mruga, na co cała uwaga skupia się... na mnie. Dziewczyny patrzą z zazdrością, a ja w sumie z rozbawieniem, wiem jaki to typ chłopaka - zdecydowanie nie mój. Nie mam swojego typu. Starą panną z kotami nie zostanę, ale na pewno nie zwiążę się z kimś takim jak on. Właściwie czemu poruszam ten temat? Nie wiem. Przechodzi obok mnie, ale widząc wolne miejsce jednak się zatrzymuje.
-Mogę.. - I tu mu przerywam, wiedząc do czego dąży.
-Nie. - Odpowiadam krótko i wzrok wlepiam w tablicę, na której nauczycielka coś zapisuje. On tylko przewraca oczami i nadal się uśmiecha. Nachyla się do mnie i szepcze do ucha.
-Daruj sobie to bycie niedostępną, oboje wiemy jak wyglądam, swoją drogą.. Też jesteś gorąca. - Mówi głęboko i odchodzi pozostawiając mnie samą. Nie, nie byłam zszokowana, w sumie zniesmaczona. Lekcja mija szybko, a ja już wiem co robić. Gdy dzwoni dzwonek, udaję się za Dawidem, a gdy on staje przy ścianie podchodzę do niego i nachylam się do jego ucha.
-Nikt tu nie uważa że jesteś gorący, oprócz samego Ciebie. Ale dzięki za komplement, skarbie. - Szepczę i odchodzę, a on tylko kręci głową w rozbawieniu. Nie wiem jaki to ma mieć sens, ale okej. Dostanie tą grę, na którą oczekuje. Tylko, że mnie nie dostanie. W tym problem, i to problemem będzie jeszcze długo i przysięgam, będzie trudno.
***
Po skończonych zajęciach, uznaliśmy z naszą paczką, że udamy się na imprezę. W końcu jest piątek, początek weekendu, a to wyjdzie nam na dobre. Dawno nigdzie razem nie byliśmy, bo ostatnimi czasy w ogóle nie spędzamy razem czasu. Uznałam z Natalią i Angeliką że przed imprezą udamy się na zakupy, w poszukiwaniu nowych modowych zdobyczy, na ten wieczór. Mi by się to szczególnie przydało. Nie noszę sukienek, ale myślę że to kręci wszystkich chłopaków, bo najczęściej w domach, klubach czy w innym miejscach jestem jedyną dziewczyną w spodniach. Nigdy nie ubiorę sukienki, ani spódniczki. Z tego jestem znana. i z wielu innych rzeczy, ale to zostaje wielką niewiadomą. Droga ze szkoły zajęła mi równie krótko, jak i do niej. Weszłam do domu, a w progu zostałam mile przywitana.
-Gdzie byłaś? - Powiedział mój ojciec, który nadal był pijany. Czuć było od niego potem, alkoholem... I sama nie wiem czym jeszcze. - Czekam na odpowiedź.
-Może w szkole? - Uśmiechnęłam się sztucznie, bo to chyba trochę dziwne pytać się mnie gdzie byłam do południa, w dzień roboczy w dodatku.
-Nie bądź dla mnie sarkastyczna, jestem Twoim ojcem, smarkulo. - Odpowiedział z podniesionym głosem, wpatrując się we mnie. - Gdzie mój obiad?
-Skąd mam wiedzieć? Mógłbyś sobie sam zrobić, nie jestem Twoją służącą. - Powiedziałam spokojnym głosem, podczas gdy w nim aż się buzowało, nie wiem od czego, ale myślę że większość osób ma tak od alkoholu. Ja w każdym bądź razie nie, bo nie piję. Całe szczęście. Nie czekając na odpowiedź wyminęłam go i ruszyłam do swojego pokoju. Rzuciłam plecak w kąt i rzucając się na łóżko z telefonem, usiadłam po turecku. Puściłam szybkiego sms'a do Natalii i Angeliki informując, że jetem już w domu i że mogą po mnie przyjść, na co odpisały obie krótkim potwierdzeniem, że będą za pół godziny. Wszystkie trzy mamy prawo jazdy, ale stosujemy surową zasadę, że zawsze idziemy z buta, lub też przybywamy autobusem. Najczęściej to pierwsze, podróż miejska nie podchodzi żadnej z nas. Tak już jest, mamy dziwne przyzwyczajenia, których jest sporo. Czekając na nie postanowiłam, że wykreślę listę zalet które dzisiaj mi się przydały. Otworzyłam ją i zaczęłam zaznaczać.
1.Cięty język
2.Niezły wygląd
3.Uśmiech
Gdy skończyłam zaznaczać usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości, który oznaczał najprawdopodobniej to, że dziewczyny już są i mam zejść na dół. Spojrzałam na wyświetlacz mojego telefonu, co tylko potwierdziło moje oczekiwania. Zabrałam torebkę do której wpakowałam telefon oraz portfel, po czym zeszłam na dół i nie informując ojca wyszłam z domu. Pomachałam dziewczynom, na co one mi odmachały i ruszyłyśmy w stronę sklepów. Droga zajęła nam sporo czasu, a my rozmawiałyśmy na różne tematy. W końcu Angelika zaczęła mówić o Dawidzie.
-Słyszałyście o tym nowym, ma chyba na imię Dawid, znacie go? - Zapytała, chyba jej się spodobał bo była nieźle podekscytowana.
-Mam z nim matmę, siedzę niedaleko niego więc mam świetny widok. Boże on jest serio nieziemsko pociągający. A Ty co myślisz, Nadia? - Zapytała mnie uśmiechając się zawadiacko. - Myślę że pasowalibyście do siebie. - Mrugnęła wesoło i uśmiechnęła się.
-Chodzimy razem na historię, dwa razy mnie zaczepił, coś tam powiedział że jestem gorąca i myślał, że uważam tak samo o nim. Ale jakoś nie zainteresowała mnie jego osoba zbytnio. Często się na mnie patrzył, ale nic poza tym. Wiem jaki to typ, a taki mnie nie interesuje. - Odpowiedziałam, na co Natalia pokręciła przecząco głową z totalnym rozbawieniem. - No co? - Zapytałam.
-Myślę że przeczysz sama sobie. - Powiedziała. Nie odpowiedziałam, niech sobie myśli co tylko chce. Przekroczyłyśmy próg centrum handlowego, po czym od razu rzuciłyśmy się na sklepy. Latałyśmy po nich jak nienormalne, ciesząc się z każdej nabytej rzeczy. Dziewczyny kupiły jeszcze alkohol, bez którego - w przeciwieństwie do mnie nie mogły się obejść. Po skończonych zakupach wszystkie udałyśmy się do Angeliki aby przygotować się na imprezę. Ja siedziałam sobie na telefonie, a one dwie godziny przed wyjściem zaczęły się szykować. Mi wystarczy 10 minut. Więc nie ma sensu. Przeglądałam wszelakie strony. Facebook, instagram, twitter, po prostu z nudów. Nim się obejrzałam minęło półtorej godziny, uznałam że zacznę się szykować. Dziewczyny prosiły mnie o radę czy dobrze wyglądają.
-Natalia zamiast tej złotej sukienki, ubierz tą czerwoną. Ładniej podkreśla Twoje usta. A Ty Angelika.. Zamiast białej spódniczki, ubierz czarną. - Dałam im poradę i uśmiechnęłam się wesoło.
-Boże Ty jesteś dziewczyno cudowna, a tak w ogóle.. Dlaczego właściwie nie nosisz spódniczek i sukienek? - Zapytała się mnie Natalia.
-Po prostu nie noszę i koniec, nie ważne. - Odpowiedziałam i ubrałam czarna koszulę na ramiączkach która delikatnie prześwitywała, jeansy i białe conversy. Wspominałam już że kocham te buty? Włosy wyprostowałam, a moje oczy podkreśliłam tuszem do rzęs. Uważałam że wyglądałam przyzwoicie.
-Jezu, dziewczyno! Czemu Ty zawsze tak wyglądasz, nawet jak się nie przykładasz? - Zaśmiała się Angelika, na co jej zawtórowałam.
-Taki urok. - Uśmiechnęłam się. nagle usłyszałyśmy dzwonek do drzwi, co oznaczało przybyłych po nas chłopaków. Zeszłyśmy na dół i otworzyłyśmy im drzwi. Oni obczaili nas po kolei i uśmiechnęli się porozumiewawczo. Nagle z nich wyłonił się Dawid. Ja spojrzałam na niego jak na nikogo, ale w głębi duszy byłam cholernie zdziwiona. Uśmiechnął się do mnie. Chyba jeszcze nie mówiłam, że przez jego uśmiech miękną mi kolana, prawda? Dostałam kuksańca w bok od Natalii, na co tylko się odsunęłam o krok.
-Znacie Dawida? - Zapytał Sebastian.
-Ta, niestety. - Uśmiechnęłam się tak pięknie jak tylko potrafiłam i spojrzałam na Dawida wzrokiem "jestem dziewczynką, nic mi nie zrobisz" a on pokręcił tylko głową.
-Nie bądź niemiła, Nadia. To nasz kumpel, przeprowadził się tutaj, a od teraz należy do naszej paczki. - Powiedział Daniel. Że co?!
-Myślę, że każdy powinien się zgodzić, zanim ktoś do niej dołączy. - Powiedziałam spokojnie.
-Nie chcę być chamska Nadia, ale wszyscy się zgadzamy oprócz Ciebie. - Powiedziała Angelika.
-Dobra, nieważne. Idziemy, czy nie? - Zapytałam, a wszyscy przytaknęli głowami. Szliśmy w ciszy. Dobra, ja szłam, oni przede mną się wygłupiali. Niedaleko mnie szedł równie spokojny Dawid. W końcu postanowił się odezwać.
-Czemu mnie nie lubisz? - Zapytał, patrząc przed siebie.
-Kto powiedział, że muszę Cię lubić? Mało kogo lubię. - Odpowiedziałam.
-Nie pozwalasz do siebie dotrzeć, jesteś okryta niewidzialną barierą i myślisz że nikt tego nie widzi.- Powiedział spokojnie, jakby mówił o małych niemowlętach.
-Nie, myślę że to się nazywa przestrzeń osobista. - Uśmiechnęłam się. Nie odpowiedział, tylko patrzył głęboko w przestrzeń jakby nad czymś rozmyślał. W końcu powiedział.
-Czemu nie masz na sobie spódniczki albo sukienki, jak dziewczyny przed nami? - Zadał pytanie i uśmiechnął się, pewnie wyobrażał mnie sobie w takim wydaniu.
-Nie noszę ich. - Odpowiedziałam krótko i zwięźle.
-Bo?
-To nie Twoja sprawa, nie chcę i koniec.
-Przestań być taka wredna, nic Ci nie zrobiłem. - Powiedział z wyrzutem.
-Nie jestem wcale wredna. Po prostu Cię nie lubię i nie mam zamiaru być miła. - Powiedziałam co go chyba ruszyło, bo przez dłuższą chwilę nic nie mówił. Ciągnęłam dalej. - Nie ma w Tobie nic nadzwyczajnego, jesteś zwykły, a uważasz się za nie wiadomo jaką osobę. - Skłamałam teraz, nieważne.
-Naprawdę tak myślisz? - Powiedział, wpół smutny, wpół zamyślony. Nie wiem.
-Tak. - Odpowiedziałam prosto.
-Okej, trzymaj sobie tą barierę, ale załóżmy się o coś.
-O co? Jaki zakład? Co Ty kombinujesz? - Zadałam masę pytań nic nie rozumiejąc.
-Będę trzymał się od Ciebie z daleka, ale jednak będę blisko. To doprowadzi Cię do szału. Przegrywa ten, kto pierwszy przełamie barierę. - Mówi. - Zgoda?
-Tak, ale o co się zakładamy?
-Jeżeli ja wygram.... Przychodzisz do szkoły w spódniczce.
-Jeśli ja, to powiesz każdemu w szkole, że jesteś gejem. - Mówię tak spokojnie jak tylko się da.
-Okej, w porządku. No to, zakład? - Mówi i podaje mi rękę. Ściskam ją i odpowiadam.
-Zakład. Wrzosek, przetnij! - Krzyczę, on się odwraca, podchodzi i przecina. A my się wesoło do siebie uśmiechamy. No to się zaczyna..
***
No więc mamy za sobą pierwszy rozdział! Trochę nudny, ale przysięgam że następne będą ciekawsze!! Zostawcie po sobie ślad, abym wiedziała że ktoś to czyta. Do następnego razu! :)
Życie pędzi nieubłaganie szybko.
My poznajemy ludzi, których nie poznawać.
A raczej myślimy że nie chcemy.
Jej spokojne jak dotąd życie zmienia się w tak szybkim czasie, że to aż dziwne.
Powodem wszystkiego jest On.
On pije, pali, ćpa, ściga się i zabija.
Ona nie.
Oboje imprezują, każdy na swój sposób.
Pewnego dnia wszystko się zmienia.
Na imię mi Nadia. Chodzę do 3 klasy technikum. Jestem z reguły szczęśliwą dziewczyną zdaniem innych. No właśnie. Z reguły i zdaniem innych. Nie jestem szczęśliwa. Mój ojciec to alkoholik, a matka.... O niej nie wspominajmy w każdym bądź razie. Lubię się uśmiechać, ale szczerze. Robię to często, ale nie do każdego. Nie mam przyjaciół. To znaczy mam, ale to oni mnie uważają za przyjaciółkę. Pomagam im, oni mi nie. Myślę że mnie nie da się pomóc. Z pewnością mam rację. Nie palę, nie piję, nie ćpam. Ale jednak chodzę na imprezy i potrafię się na nich dobrze bawić. Jestem zdaniem ludzi atrakcyjna, ja jednak siebie nie lubię. Nie tańczę w klubach i jestem w nich dla wszystkich chamska, dlatego wszyscy do mnie biegną. Bo się nie daję..
Jestem Fleur. Tak na mnie mówi każdy, kto mnie zna. Jestem królem tego miasta, wszyscy się mnie boją i marzą abym się trzymał od nich z daleka. Mam wszystko totalnie gdzieś, właściwie sam nie wiem dlaczego. Tak mnie nauczyło życie. Nie należę do żadnych gangów, działam we wszystkim sam. Tak już zostało, właściwie to sam uważam że nie mógłbym być w innym miejscu niż teraz. Lubię wszystko (i wszystkich) kontrolować, wiec jakbym miał być w jakimś gangu, pewnie byłoby tak samo. Po prostu tak jest, nie zmienię tego. Palę, piję, ćpam. Zakładam się i ścigam. A co najgorsze.. Kiedyś byłem w psychiatryku. Ale tego nie wie nikt. Jestem bipolarny i nieźle porąbany. No cóż - taki już jestem. Cały ja.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

